Data: 27 Czerwca 2019
MOST WESTCHNIEŃ

W połowie ubiegłego wieku mieszkał w Ełku pewien krawiec, który miał piękną córkę Martę. Zmarł on wcześnie, nie pozostawiając po sobie dużego majątku, matka i córka były więc zmuszone udać się na wieś, gdzie życie było tańsze niż w mieście.


Osiadły we wsi Niedźwiedzkie. Tam Marta wykształciła się na zdolną krawcową. Miała miłe usposobienie, była dobrze wychowana, stąd wszyscy wokoło ją bardzo lubili. Miała tyle zamówień, że mogła utrzymać i matkę, i samą siebie na dostatnim poziomie. Matka jak to było wtedy w zwyczaju, wydobywała torf u jednego z gospodarzy wsi. Był to kiedyś jedyny, poza drogim drewnem, materiał opałowy w naszych stronach. Pewnego dnia również Marta wybrała się na bagnisko aby wydobyty poprzedniego dnia torf ułożyć dla przesuszenia w odpowiednie sterty. Na pobliskiej działce ujrzała torf suchszy od własnego. Na potwierdzenie przyniosła matce do pokazania dwie kostki tego torfu. Zapomniała jednak odnieść go z powrotem. Martę oskarżono o kradzież i ukarano karą więzienia. Biedna dziewczyna przejęła się wyrokiem tak bardzo, że w rozpaczy pobiegła nad rzekę i z mostu kolei biegnącej do Prostek rzuciła się w toń wody, znajdując tam natychmiastową śmierć.

  Niedługo potem wybudowano w Ełku koszary wojskowe i po to, aby móc łatwiej docierać na poligon ćwiczeniowy żołnierze wybudowali obok mostu kolejowego wąski, drewniany mostek dla ruchu pieszego. Służył on też mieszkańcom Ełku do przekraczania rzeki w czasie spacerów do pobliskiej Szyby. W czasie wietrznej pogody słyszano tu wzbudzane przez wiatr uwikłany w konstrukcję mostu przeraźliwe jęki i westchnienia. Tak cierpiała dusza biednej Marty. Stąd w tradycji ludowej mostek ten nazwano "Mostem Westchnień” 
 
Tak zwany Most Westchnień istniał w Ełku naprawdę. Przy okazji pogłębiania koryta rzeki Ełk w połowie lat 60-tych. można było oglądać wbite w dno rzeki szczątki pni drewnianych, na których wznosił się ów most. Były oddalone ok. 10-20 metrów od mostu kolejowego po stronie ówczesnej roszarni i podnóża nasypu kolejowego biegła od tego mostu polna droga, która wychodziła przy bramie roszarni. Od początku lat 70, zaczęto zasypywać mokradła rozciągające się po tej stronie nasypu kolejowego i stąd wszelki ślad po ówczesnej drodze zaginął, a wraz z tym jakakolwiek sugestia, że w tamtych okolicach mógł się znajdować most.
Opr. Szymański